Dusza drzew

Na stromych stokach lśnistych gór,

Wsparty o głaźne ściany,

Śni, marzy, drzemie cichy bór,

W błękitne mgły odziany.

Czasem się ozwie dusza drzew

I z cicha coś poszepce,

Gdy je pogładzi cichy wiew,

Co skalne trawy depce.

[fragment by: Jan Kasprowicz, Nad przepaściami, I (Miriamowi)]

mechfrom the heartdeath

 

PS. Wiecie, co to za miejsce? 🙂

Reklamy

drink me

Z klimatem ciepłego popołudnia, podczas którego popijać można napój jak na zdjęciu przypomniał mi iron&wine, a w zasadzie szczególnie ten kawałek 🙂

Drobne krople osiadły na szklance, odbija się w nich zachodzące słońce. Pachnie zbliżającym się latem, prawda?

Czerwiec już tuż tuż!

 

1drink

 

 

 

 

(L)śnienie

Czytaliście już o moim przebudzeniu (Przebudzenie wampira) w mieście ze snów (Miasto ze snów).

Dzisiejsze śnienie lśni w ostrym słońcu.

Kadry wyginają się we wszystkie strony, kolory oszalały.

Taki był kolejny portugalski sen.

Zaczęło się od mocnego espresso w drodze do Jardim de Estrela, przez Boco de Inferno, Lizbońskie sklepiki, ukwiecone zaułki…

Bonus dla was: windswept idealnie komponujący się w dzisiejszym snem 🙂

PS. Wiecie, że dziś wypada rocznica tej strony?

Przebudzenie wampira

Pierwszy poranek w Lizbonie powitał mnie ostrym, palącym słońcem. Pod powiekami migotały resztki snów, bardzo intensywnych, jak to zwykle bywa w nowym miejscu. Wtedy moja blada skóra  kolejnego wieczoru miała boleśnie przekonać się o tym, że słońce Portugalii nie jest idealnym miejscem do życia dla wampirów.

Klimat snu da się poznać po kolorystyce lub odczuciach. Te tutaj (w Portugalii) miały zapach 300-letniego mieszkania, bazylii, nieznanego proszku do prania i czegoś jeszcze…

Oglądając mieszkanie snułam się próbując zachować resztki sennych wspomnień, jednak cała Lizbona jest miastem z moich snów… Jak to pogodzić? Nie walczyć, budzić się i śnić, kłaść się i śnić dalej. A po powrocie do Polski obejrzeć zdjęcia i nie uwierzyć własnych oczom 😉

 

 

 

Jakie są Twoje sny? Napisz mi proszę, chętnie się w nie zanurzę choć na milisekundę.

 

PS. Mały bonus: Muzyka dla „śpiochów” 😉 Czyli ta, która mi się dzisiaj śniła.