Galeria

Dyptyk zapatrzony

Reklamy

Tryptyk z Islandią w tle

Są kadry, które czekają na wykonanie. Chwile i emocje, które należy uwiecznić. To jedna z nich.

[klik – The Magic Carpathians]

Mroczne, lekko mistyczne  wnętrze, niewyraźne światło podświetlające jego zarys. Uśmiech nie znika z twarzy, atmosfera mimo przydymionych ścian i cicho sączącej się, spokojnej muzyki nie jest ponura. Siedzą obok siebie, ona i on, przyjaciele z odległego czasu i miejsca.

 

Poniżej on. Gość z dalekiej krainy, zafascynowany Islandią. Miejscem, gdzie o tej porze roku światło jest na wagę złota.

Poznajcie Maćka.

 

 

 

 

—————-

[English:]

Some emotions and moments just wait to be immortalized. This is one of these.

[klik – The Magic Carpathians]

Dark, mystical interior, dimmed light highlights only his contour. Smile does not vanish, and the atmosphere despite smoky walls and silent, smooth music is not gloomy at all. They are sitting next to each other, her and him, friends from a distant time and place.

In the fotos – him. A visitor from a distant land, fascinated in Iceland. Place where the light is as precious as gold at this time of the year.

Meet Maciej.

Podróż życia

Życie to podróż. W sensie ogólnym i szczególnym.

Przeglądając ostatnio własne zdjęcia (z mojego wielkiego zbioru na dysku) pomyślałam, że aparat towarzyszy nam zwykle podczas wycieczek, urlopów, dni wolnych. Po wakacjach letnich, czy też zimowych, mamy przeświadczenie, że nasze życie na tym polega. Od urlopu do urlopu, nacykać fotek, powrzucać je znajomym albo móc zmienić zdjęcie profilowe.

Później codzienność zakuwa nas w pewien określony rytm, któremu się poddajemy aby móc potem odpocząć od własnego życia. I takie podejście nie jest ani dobre, ani złe, jest jednym z wielu 🙂

Ale pójdźmy o krok dalej. Co z dniami, których nie ma w naszym zbiorze zdjęć? Czy całkiem o nich zapominamy z biegiem czasu?

Przeraziła mnie luka zeszłoroczna, praktycznie całe lato. Mam taką przypadłość, że zdjęcia, które robiłam, przypominają mi dokładną atmosferę i emocje towarzyszące tamtej chwili. Oprzytomniałam. Przecież są, ale jeszcze nie przejrzałam… Nie wyparowały z powierzchni ziemi.. Jeszcze! Są głównie wirtualne.

 

 

Życie to podróż. Od święta do święta wracamy do babcinych zdjęć trzymanych przez nią w zabytkowej torbie po pradziadku. Zapach starego, zakurzonego materiału i pamięć jej dłoni przerzucających kolejne fotografie. To zostaje.

Wyciągamy czasem te wywołane przez ojców, dziadków i wujków, i podróżujemy przez cudze wspomnienia nie mając często możliwości spytać o okoliczności ich powstania, sfotografowane osoby, uchwycone kadry.

Mamy wiele szczęścia. Wywołane dawniej zdjęcia są obecne, nawet jeśli brakuje nam kontekstów. Jeszcze więcej szczęścia mamy, gdy jest okazja porozmawiać o nich z osobami, w których wspomnieniach te fotografie to nie tylko zadrukowany papier.

Podróżujmy.