Sesja rysunkowa

Autobus dowoził mnie na Dworzec Główny, skąd jedyną sobie wtedy znaną drogą szłam pieszo przez krakowskie Planty w kierunku studia rysunku (przygotowującego mnie wówczas do egzaminu z rysunku odręcznego). Tak poznawałam magiczny Kraków, w pogodzie i niepogodzie.

Co sobotę ta sama trasa, za każdym razem lekko modyfikowana. Na plecach tuba lub teczka z rysunkami.

Mogłam wtedy już sprawdzić na mapie o wiele krótszą drogę do studia, ale nie poznałabym tylu zakamarków tej części miasta, co wtedy. Droga była przygotowaniem psychicznym na czekające mnie przez najbliższe godziny wyzwania.

Zapach grafitu zmazywanego gumką chlebową, szelest szybkich i precyzyjnych ruchów dłoni nad kartkami dużego formatu. Od szkicu perspektywy do detali kończących dzieła. Pomocny szept lub donośniejszy komentarz prowadzącego znad ramienia.

Na końcu pakowanie się i wizja rysunków, jakie miało się przygotować w ramach zadania domowego – również na dużym formacie.

A wy, jak wyglądała (lub wygląda) wasza przygoda z kursami rysunku?

 

 

Szybka sesja dla Kurs Rysunku ABSM, którego studio mieści się przy Rondzie Mogilskim w Krakowie. Przytulne miejsce, do którego lubię wpadać od czasu do czasu na herbatę 🙂

 

Reklamy

(don’t) wait!

Wciąż czekamy…

Na lepszy moment, lepszy kadr, na coś.

Ale… w zasadzie na co?

port-19
rooster tale

Tell me why it is.

Tell me… Why you still wait?

port-20
street band in Lisbon

(L)śnienie

Czytaliście już o moim przebudzeniu (Przebudzenie wampira) w mieście ze snów (Miasto ze snów).

Dzisiejsze śnienie lśni w ostrym słońcu.

Kadry wyginają się we wszystkie strony, kolory oszalały.

Taki był kolejny portugalski sen.

Zaczęło się od mocnego espresso w drodze do Jardim de Estrela, przez Boco de Inferno, Lizbońskie sklepiki, ukwiecone zaułki…

Bonus dla was: windswept idealnie komponujący się w dzisiejszym snem 🙂

PS. Wiecie, że dziś wypada rocznica tej strony?

Przebudzenie wampira

Pierwszy poranek w Lizbonie powitał mnie ostrym, palącym słońcem. Pod powiekami migotały resztki snów, bardzo intensywnych, jak to zwykle bywa w nowym miejscu. Wtedy moja blada skóra  kolejnego wieczoru miała boleśnie przekonać się o tym, że słońce Portugalii nie jest idealnym miejscem do życia dla wampirów.

Klimat snu da się poznać po kolorystyce lub odczuciach. Te tutaj (w Portugalii) miały zapach 300-letniego mieszkania, bazylii, nieznanego proszku do prania i czegoś jeszcze…

Oglądając mieszkanie snułam się próbując zachować resztki sennych wspomnień, jednak cała Lizbona jest miastem z moich snów… Jak to pogodzić? Nie walczyć, budzić się i śnić, kłaść się i śnić dalej. A po powrocie do Polski obejrzeć zdjęcia i nie uwierzyć własnych oczom 😉

 

 

 

Jakie są Twoje sny? Napisz mi proszę, chętnie się w nie zanurzę choć na milisekundę.

 

PS. Mały bonus: Muzyka dla „śpiochów” 😉 Czyli ta, która mi się dzisiaj śniła.

 

Miasto ze snów

Bywają sny, kiedy snujesz się po pewnym mieście i czegoś szukasz. Być może jest pusta noc lub palący dzień – Ty chodzisz tam i szukasz czegoś lub Ciebie szukają lub być może nie znasz celu dłużącej się już wędrówki.

Przemierzasz coraz to nowe ulice. Logicznie rzecz biorąc w rzeczywistości nigdy tam  nie byłeś, znasz jednak to miejsce. Kojarzysz dokąd zmierzać dalej, stopy układają się same jak po sznurku. Tu za tym zakrętem będzie przystanek z taką wykrojoną z chodnika zatoczką, potem tylko mały skwer rozjarzony tysiącem lamp.

Widzisz? Wszystko jakimś cudem kojarzysz, wiesz. A kiedy się budzisz pozostaje w Tobie nikłe wspomnienie kartografii tej przestrzeni. Jest jakoś tęsknie wyryte w pamięci. Przywołujesz mapę. Musi się chyba składać ze wszystkich oglądanych już miast, bo jak inaczej to wyjaśnisz? To mapa miasta Twoich snów. Nic innego. Utkałeś ją sobie ze wspomnień własnych i cudzych. Odrzucasz senne obrazy. Wracasz na jawę.

I kiedy chodzisz po tym nowym, obcym mieście, po śliskim wapiennym bruku – myślisz, że prawda może być troszkę inna. To jest właśnie to! Układ elementów w przestrzeni nie odbiega od miasta w Twojej głowie. Geometria i kolorystyka się zgadzają. Uczucie w klatce piersiowej to samo, upalne powietrze lekko Cię zmęczyło, szukasz po prostu orzeźwiającej wody i cienia. Nasycone słońcem powietrze delikatnie roztrąca włosy… To tutaj miałeś się znaleźć, miejsce i czas są nieprzypadkowe. Wszystko jest na swoim miejscu, czujesz się bezpiecznie i błogo.

Jak to jest przechadzać się po mieście ze snów? Jak to najprościej zrobić? Należy przyjąć, że miejsce, które właśnie odwiedzasz jest najbardziej aktualną wersją tegoż. Aby to zrobić przypomnisz sobie ostatnie sny z miastami w tle. Następnie należy stawiać noga za nogą, brać do ręki aparat i uruchomić zmysły.

ps. Więcej zdjęć, być może nieco innych, wkrótce 😉

 

 

ps2. Przebudzenie wampira – czyli kolejne zdjęcia z Lizbony

2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne

Zadomowił się już u nas drugi dzień nowego 2017 roku, naturalną czynnością jest dla większości śmiertelników przeprowadzenie choćby w głowie małego rankingu czasu minionego. Ochłonęliśmy już bo zabawie Sylwestrowej, czas więc na małe podsumowanie.

Co też do tej pory, przez te 12 miesięcy, udało mi się w kwestii „pstrykania”? Przekonajcie się sami.

Czytaj dalej „2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne”

Przyspieszony kurs po Wiedniu (część 2)

Druga część zdjęć z mojej wyprawy po Wiedniu. Klikajcie 😉

 

I co, wybierzecie się ze mną następnym razem?

 

PS. Poprzednia część tutaj: Przyspieszony kurs po Wiedniu (część 1)

Przyspieszony kurs po Wiedniu (część 1)

czyli opowieść o tym  co zrobić z wolnym dniem i pustą kartą pamięci w jeden z najkrótszych dni roku

Co można zrobić mając do dyspozycji jeden z najkrótszych dni roku, równowartość czterech przejazdów z Krakowa do domu (autobusem)  i aparat (z pojemną kartą pamięci oczywiście)?

Czytaj dalej „Przyspieszony kurs po Wiedniu (część 1)”

Zwykłe – niezwykłe

Rdzawe liście spływają na ulice i toną w zmiętych deszczem kałużach. Już nie pada, przecinam je więc rowerem, na plecy zarzuciłam torbę z aparatem. Aura sprzyja, uwielbiam taką barwną jesień. Kolorystyczne zestawienia są jesienią nieziemskie.

Zżarty rdzą płot czekał na mnie gdzieś na skraju lasu. Niezwykły, prawda?

dsc_0265