Co ten wrzesień..?

Deszcz nie ustaje już od kilku dni. Jesień jakoś zaskakująco szybko przyszła tego roku. Co ten wrzesień? Jeszcze niedawno był upalnym sierpniem obserwowanym zmrużonymi oczami zza okularów przeciwsłonecznych.

Pamiętam go, był inny. Ciepły i pogodny, uśmiechnięty wrzesień. Nawet na wschód słońca na Babiej Górze udało się wybrać. Teraz zaś leje niemiłosiernie. Deszcz i chłód przyprawił szokiem gwałtowne odejście lata.

Tegoroczny wrzesień kąsa zimnem. Zanim się przyzwyczaję do nowej pory roku muszę trochę odkapać, bo świat przemókł zupełnie. Tak jak leżące obok chusteczki.

 

 

Ps. Zdjęcia z cyklu Niepokój. Zrobione na szybko czymkolwiek.

Reklamy

Dusza drzew

Na stromych stokach lśnistych gór,

Wsparty o głaźne ściany,

Śni, marzy, drzemie cichy bór,

W błękitne mgły odziany.

Czasem się ozwie dusza drzew

I z cicha coś poszepce,

Gdy je pogładzi cichy wiew,

Co skalne trawy depce.

[fragment by: Jan Kasprowicz, Nad przepaściami, I (Miriamowi)]

mechfrom the heartdeath

 

PS. Wiecie, co to za miejsce? 🙂

(L)śnienie

Czytaliście już o moim przebudzeniu (Przebudzenie wampira) w mieście ze snów (Miasto ze snów).

Dzisiejsze śnienie lśni w ostrym słońcu.

Kadry wyginają się we wszystkie strony, kolory oszalały.

Taki był kolejny portugalski sen.

Zaczęło się od mocnego espresso w drodze do Jardim de Estrela, przez Boco de Inferno, Lizbońskie sklepiki, ukwiecone zaułki…

Bonus dla was: windswept idealnie komponujący się w dzisiejszym snem 🙂

PS. Wiecie, że dziś wypada rocznica tej strony?

Najlepsza nauczycielka cierpliwości i spokoju – czyli mam zaszczyt przedstawić Wam…

Z biegiem kadrów i liter, z upływem czasu, przychodzi w „życiu” stron i blogów czas ewolucji zamieszczanych treści.

Wskazówki zegara zataczają koła, nieubłaganie postrzegamy ten proces jako coraz szybszy. Zmieniła się kolejna pora roku i teraz nie mamy już powodu do zmartwień 😉 Jest wyraźniej i pogodniej, temperatura doskonale nastraja do spacerów z aparatem. (Wiosną szczególnie dobrze wychodzą te po lesie lub parku, widać jak drzewa najpierw nieśmiało, później na łeb na szyję prześcigają się z wyciąganiem do słońca soczystych liści).

 

Naturalny proces przekazywania namacalnym obrazem i słowem nienamacalnego rozwinął się u mnie w nowym kierunku, już od dawna zresztą planowanym. Nasiliła się potrzeba zamieszczania treści należących do innego gatunku, a zalegały one do tej pory gdzieś na dnie komputerowej szuflady. Słowa poparte doświadczeniem i zdobywaną wiedzą, wcześniej mniej świadome i prowadzące mnie jakby za rękę, teraz prowadzę ja.

 

20170317_111205
Architekt krajobrazu przy pracy 🙂 

 

Nadszedł czas pokazać Wam nowe miejsce związane z moim życiem architekta krajobrazu. Powstało ono z zafascynowania naturą – najlepszą nauczycielką spokoju i cierpliwości, jaką tylko mogę sobie wymarzyć.

Pracownia Salvia jest przestrzenią, do której serdecznie Cię zapraszam. Jest to moja pracownia architektury krajobrazu (klik), ale nie tylko.

To także rozwijający się blog (klik) – gdzie dzielę się inspiracjami i wiedzą. Pomysłów na opowiadanie o ogrodach i architekturze krajobrazów mam mnóstwo, z codziennymi inspiracjami przybywa tematów do pisania. Na razie jest to takie małe nasionko, które dopiero co wykiełkowało, a z czasem urośnie 🙂 Nie mogę się doczekać!

Tak, wiem, że w internecie znaleźć można dzisiaj niemal wszystko, dla mnie jest to zbyt chaotyczne. Na forach i stronach w tej tematyce niestety pojawia się wiele błędów (a wiemy przecież, że każdy ogród jest inny i ma własne potrzeby, zupełnie jak żywy organizm). Mam potrzebę poukładania tej wiedzy i inspiracji, wszystkiego, we własną opowieść o ogrodach i naturze.

Piękno jest przecież uniwersalne 🙂 A ogród ma być (to najważniejsze!) źródłem przyjemności dla nas i innych użytkowników (tj. roślin i zwierząt)!

blogger_bannerSMALL
http://pracowniasalvia.pl

Zapraszam 🙂

Cieszę się, że tu jesteś i jest mi niezmiernie miło pokazać Ci tą nową przestrzeń 🙂 

salvia_facebook_banner
http://pracowniasalvia.blogspot.com

 

PS. Pomimo malutkiej przerwy w aktywności tutaj wcale nie zapadłam w sen zimowy – już wiesz co zajmowało mi czas 🙂

Kofeina i mróz (Oświęcim innymi oczami)

Łyżeczkę kawy, i cynamon zalewam wrzątkiem. Dodaję świeży korzeń imbiru, czasem goździki. Zapach jest obłędny i to wszystko ze względu na niego. Kofeiny na ogół nie potrzebuję, jest dodatkiem smakowo-zapachowym. I czasem społecznym. Nie czuję od niej uzależnienia, na ogół potrafię po niej nawet zasnąć. Bo na wysokich obrotach trzyma mnie myśl o spacerze z aparatem, szczególnie kiedy pogoda jest tak zachwycająca jak teraz.

Przymrożone rośliny powoli odtajają na słońcu, śnieg gdzieniegdzie jeszcze leży. Ostatnie ślady nocnego -11 prawie już zatarte.

 

 

 

Zdjęcia z jednego z takich spacerów. Mróz, śnieg i napotkany nowy (budowany jeszcze) park. To co widzicie, znajduje się tuż obok.

Jest to jedno z wielu przydrożnych miejsc w Oświęcimiu, które prezentuje się nienagannie i cieszy oczy przez okrągły rok. Naprawdę bardzo podoba mi się to zestawienie traw ozdobnych i róż (które wyjątkowo długo zachowują swoje kwiaty!). Zresztą miejsce to jest na pozór niepozorne i można na nie (i na wiele innych takich) trafić przypadkiem.

Oświęcim ma się czym chwalić.

Nie jest to tylko muzeum Auschwitz, ani nawet  stricte Stare Miasto… Moja ulubiona trasa spacerowa biegnie przez takie właśnie chodniki – okolone pięknymi roślinami, obok ciekawie zaprojektowanych rond, pięknie odnowionych kamienic Rynku i jego okolic… wymieniać można jeszcze długo.

Mam nadzieję wkrótce pokazać Wam więcej takich kadrów i zachęcić do samodzielnej eksploracji tego ponad 800-letniego królewskiego miasta.  🙂

2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne

Zadomowił się już u nas drugi dzień nowego 2017 roku, naturalną czynnością jest dla większości śmiertelników przeprowadzenie choćby w głowie małego rankingu czasu minionego. Ochłonęliśmy już bo zabawie Sylwestrowej, czas więc na małe podsumowanie.

Co też do tej pory, przez te 12 miesięcy, udało mi się w kwestii „pstrykania”? Przekonajcie się sami.

Czytaj dalej „2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne”

Biel

Biel jest lekka i zwiewna. Łączy się zgrabnie z niezmąconym błękitem nieba.

Zdjęcia z Caelli – wspomnienia białych i niegdyś białych cmentarnych perełek architektury i sztuki uchwyconych w Hiszpanii.

Poprzednie zdjęcia z Katalonii: Catalonia (i o tym jak miejsce zmienia nasz sposób patrzenia) oraz wakacyjna Caella i Barcelona.

 

Caella

 

Malownicza Caella pachnie skałami smaganymi słoną bryzą morską i sangrią.

Obok Parc Dalmau i staromiejskiej zabudowy warto odbyć krótką wycieczkę do dwóch wież telegrafu optycznego Les Torretes, wybudowanych w latach 1849-1850. To nie wszystko, co Caella ma do zaoferowania – najlepiej przekonajcie się sami.

P.S. Już niedługo jeszcze trochę Hiszpańskich kadrów. W poprzednim poście: Barcelona reflections.