Sierpniowa magia

[klik]

Koniec sierpnia cechuje jedyna w swoim rodzaju magia wstawania w chłód poranka i picia parującej, mocno pachnącej kawy.

To jeszcze lato, lecz nie do końca tak samo intensywnie ciepłe jak uprzednio. W żadnej innej porze roku nie smakuje ten poranek tak samo jak teraz, zanim nadejdzie prawdziwa jesień, a miękkie liście i stuk spadających kasztanów zasypią świat…

Przelewasz napój do kubka, a serce rośnie. Niepojęte. Mała dziewczynka niedowierzała: jak to się dzieje, że dorośli DOBROWOLNIE łykają takie coś? Dorosła już kobieta w prawie każdy poranek krzepi się czarnym napojem i uśmiecha się do dawnej siebie: jak ty mało wiesz. Mało wiesz jeszcze, dziewczynko.

Końcem sierpnia łapiesz ostatnie łyki lata jak ryba na powierzchni. Zanurzysz się potem w wilgoć mgieł i zapach rozkładających się powoli roślin. Ale ale, zanim to nastąpi nacieszysz się przecież słabnącym ciepłem sierpniowego słońca.

Nic nie smakuje tak samo jak poranna kawa końcem sierpnia…

 

 

 

 

 

— Eng. version for my friends 😉 — 

August slowly ends with its unique process of getting up into chill of the morning and drinking steaming, smelling coffee. It’s still summer, but not quite as intensively warm as it used to be. No other season’s morning tastes the same, before real autumn comes and the whole world is covered with the soft leafs mixed with the chestnut tapping.

Pouring luquid into favourite mug, heart grows. Incomprehensible. Little girl was amused: how is it that grownups swallow that thing VOLUNTARILY? Already grownup woman does it almost every morning: strenghtens with the same black liquid and smiles to her former self. Oh little girl, you know nothing.

August slowly ends and you grasp it, like a fish trying to breathe on the water surface. You will immerge into humid fogs and the smell of decomposing plants. But before that happens you can cheer yourself up with the fading warmth of the August sun.

August slowly ends and the last sip of my morning coffee remained.  Nothing tastes so good.

Reklamy

Fotograficzna opowieść, czyli o czym pamiętać składając swoją foto-książkę i dlaczego warto przeglądać własne zdjęcia

No, w końcu! Nie obyło się bez małych komplikacji. Nareszcie mogę Wam zaprezentować  swoją foto-książkę.  Co, jak, gdzie, dlaczego? Wszystko po kolei 🙂

[Psst! Na końcu znajdziecie kilka porad, które przydadzą się przy składaniu i zamawianiu foto-książki. Klikajcie, oglądajcie!]

Post będzie dziś o moich małych i większych sukcesach, będzie trochę przemyśleń. Przygotujcie się na (nie tak) krótką opowieść o tym w jaki sposób udało mi się podsumować wszystko co do tej pory zrobiłam i co z tego wniknęło (oprócz formy materialnej – foto-książki).

 

DSC_0112
sesja Vimine

Trzymam właśnie w ręku podsumowanie swoich ostatnich lat pstrykania. 

Była to doskonała okazja do przejrzenia raz jeszcze ogromnego zbioru zdjęć i pozbycia się emocji z nimi związanych. Tak, do niektórych zdjęć podchodzi się emocjonalnie.  Jak to, spytacie. Czemu chciałam odrzucić sentymenty? No tak, bo przeglądając tyle gb fotografii należało zrobić to jak najsprawniej i najsensowniej. Nie zanurzać się w każdy kadr, nie wczuwać się w jego atmosferę, spojrzeć chłodnym okiem estety. Poukładać wybrane w pierwszym rzucie w pewną opowieść, którą miały w zamyśle tworzyć. Same najlepsze. Te, które pokazują dokładnie to, co chcę pokazać.

Z każdym kolejnym wybranym zdjęciem było coraz łatwiej dostrzec zależności między nimi, podobieństwa, pewien logiczny ciąg. Był to świetny proces, bardzo ułatwiający spojrzenie z dystansu na własne dzieło, pracę i czas poświęcany na fotografię. Mały rachunek sumienia. Regularne „sortowanie” masy zdjęć to także doskonały sposób na zmianę perspektywy i dostrzeżenie zmian we własnej percepcji. 

 

DSC_0122

Jak wpadłam na ten pomysł i czemu fotoksiążka?

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem wydrukowania zdjęć w formie portfolio. Okazja trafiła się przypadkiem, Saal-design dał mi możliwość stworzenia testowej foto-książki. Nie mogłam się nie skusić 🙂

 

DSC_0109
interior

Jak przebiegał proces tworzenia? Jak działa aplikacja?

Na wstępie zaznaczam, iż do projektu chciałam zabrać się jak laik nie mający pojęcia o programach graficznych i druku w ogóle i szczególe. Nie udało się, nawyki z innych programów graficznych są nie do wyzbycia. Przyzwyczaiłam się po chwili do apki, nie miałam z nią najmniejszego problemu… poza kilkoma wyjątkami, o których zaraz, poniżej.

Wcześniej przygotowałam sobie zdjęcia, jeszcze raz przejrzałam i po zapoznaniu się z szablonami apki Saal-design zrodziła się w głowie koncepcja układu i szaty. Świetnie! Do dzieła.

Aplikacja prowadzi nas krok po kroku przez cały proces. Ładuje dane, otwiera się i można działać. Wybrałam opcję gotowych szablonów, które wydały mi się sensownym rozwiązaniem. Trzeba tylko pamiętać, że niektóre z nich ucinają zdjęcia do formatu ramki, o czym przekonałam się pod koniec całego składu książki. Ale jest to do ogarnięcia, szablony ułatwiają pracę. Brakowało mi kilku zestawień, które można  stworzyć na bazie gotowych szablonów i zapisać.

Dla mnie nie jest intuicyjna jak inne komercyjne programy graficzne – nie jest jednak przecież komercyjnym programem graficznym, a jedynie apką do składania foto-książek. Zadanie spełnia, nie będę się czepiać drobnych szczegółów, które nie spędzają snu z powiek. Chyba, że tak jak ja masz przyrodzony dar przyciągania dziwnych przypadków… 😉

 

DSC_0116
night

Pierwszy poważny problem

Aplikacja zawiesiła się w momencie zapisywania kompozycji. Projekt już w połowie ukończony, a tu taka niespodzianka… Reset komputera nic nie daje. Napisałam do support’u, lecz chcąc wykorzystać czas, który miałam akurat tego dnia zaczęłam na nowo. W sumie szło mi sprawniej, ponieważ wiedziałam już więcej „co i jak”. Support wsparł mnie niezawodnie, książkę już niestety złożyłam, zanim dowiedziałam się, że wystarczyło zainstalować aplikację na nowo – miało to pomóc… Widzę tu kolejne potencjalne problemy, lecz nie ma co gdybać. Książka złożona.

 

DSC_0117
animals

Zamawianie

Poszło zaskakująco bezproblemowo, poza faktem, iż dopłacić różnicę za przesyłkę i dodatkowe strony mogłam jedynie paypal’em lub kartą Visa. Poradziłam sobie, kliknęłam, czekałam w napięciu czy teraz także coś pójdzie nie całkiem po mojej myśli. 

Wszystko zakończyło się sukcesem, gdybym mogła uściskałabym apkę Saal-design, tyle razem przeszłyśmy! Od radości, przez ekscytację do małych irytacji i konfuzji.

 

DSC_0114
nature

Dostałam przesyłkę!

Zapakowana bardzo dobrze. Foto książka przyszła nienaruszona, prosto z drukarni.

Pierwsze wrażenie: super! Okładka jakiej można było się spodziewać, trochę jak gruby zeszyt. W środku karki bardzo dobrej jakości, grube, takie jak chciałam.

Drugie wrażenie: czy ja to tak ustawiałam..? Na chybił-trafił otworzyłam środek, trafiłam akurat na strone, gdzie brakuje zdjęcia, a drugie jest przestawione.

Trzecie wrażenie: brakuje kilku zdjęć! Nie tylko tego jednego nie było, brakowało pięciu pozostałych. 

 

DSC_0119
cykl – chwila do kwadratu

Jak to się skończyło?

Zareklamowałam. Brakuje zdjęć.

Przy reklamacji musicie skorzystać z formularza. W formularzu mogłam wybrać kupon rabatowy lub fakturę korygującą. Pomimo niepewności, czy znowu nie wyjdzie tak samo,  już wkrótce dostałam e-mail z support’u. Po poprawieniu pliku (podczas przesyłania musiał wystąpić błąd) zamówiłam kolejną (tą samą) foto-książkę, oczywiście bez kosztów.

Z bijącym sercem otworzyłam paczkę, przewertowałam foto-książkę. Wszystko na swoim miejscu! 🙂 

 

DSC_0113
sesja Vimine

 

DSC_0111
sesja Vimine

O czym pamiętać tworząc foto-książkę (przy użyciu aplikacji)?

  • Dobrze skalibruj monitor

    Brzmi zabawnie? Banalnie? Myślisz, że problem Cię nie dotyczy? Nie jest śmiesznie, gdy bierzesz do ręki wydruk, na którym zdjęcia są po prostu w innej tonacji!

  • Używając aplikacji sprawdź kilka rzeczy: przede wszystkim rozdzielczość zdjęć, które wrzucasz!

  • Przy moim małym formacie 15×21 wszystko wygląda super, zresztą zadbałam o jakość zdjęć. Aplikacja nie powiadamia nas o tym, że zdjęcie jest za małe dla danego obszaru. Dlatego wklejając zdjęcie w gotowy szablon upewnij się, czy czegoś nie ucięło.

  • Aplikacja nie powiadamia nas o tym, że zdjęcie zostało rozciągnięte w ramce, przycięte w obszar szablonowej ramki.

  • Sprawdź obszar druku książki – jeśli aplikacja podpowiada Ci, że coś jest nie tak (na czerwono plus komunikat) to być może fragment zdjęcia lub tekst rzeczywiście leży poza obszarem wydruku.

  • Refleksja: Obszar druku powinien być być może w aplikacji zaznaczony innym kolorem niż tło, aby nie pomylić się i nie umieścić tam ważnych dla nas elementów np. napisów. Nie jest, więc uważajmy.

  • Spiesz się powoli! Pośpiech nie jest wskazany.

  • Kombinuj. Bądź kreatywny, przestawiaj, sprawdzaj, mieszaj. Zmieniaj gotowe układy.

  • Nie popadaj w perfekcjonizm. Co za dużo to niezdrowo, a przecież mówi się, że dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło 😉 W końcu to tylko (i aż?) foto-książka.

 

 

DSC_0131

PS. Zapraszam do obejrzenia na żywo przy dobrej kawie 🙂

2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne

Zadomowił się już u nas drugi dzień nowego 2017 roku, naturalną czynnością jest dla większości śmiertelników przeprowadzenie choćby w głowie małego rankingu czasu minionego. Ochłonęliśmy już bo zabawie Sylwestrowej, czas więc na małe podsumowanie.

Co też do tej pory, przez te 12 miesięcy, udało mi się w kwestii „pstrykania”? Przekonajcie się sami.

Czytaj dalej „2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne”

Coffee and (no) cigarettes

Ostatni dzień listopada. Strugi deszczu i wiatr skutecznie przegnały nasz plan robienia zdjęć na krakowskich Plantach.. Jak więc mogły kreatywnie spędzić ten czas dwie rozmiłowane w fotografii niewiasty? Poszukały sobie ciepłego schronienia na ul. św. Tomasza, a że aparaty były pod ręką… 😉

Klikajcie w zdjęcia i zobaczcie co z tego wyszło – mini sesja Gaby B. Lekko retro, lekko tajemniczo, z uśmiechem… Cała ona.

(r)O(z)GRZEWAMY się

Jesień trzyma się nas kurczowo, my trzymamy równie kurczowo kolejny kubek z kawą. Słońce jakieś odległe, nie daje tyle ciepła, ile można by chcieć. W końcu połowa listopada za nami, nie da się ukryć, czego więc chcemy?

Magda mówi. Patrzy przez okno raz po raz i żywo  gestykuluje kciukami. Tak, bo reszta palców nie chce się oderwać od białej filiżanki, groziłoby to utratą cennego źródła ciepła.

Wkrótce kubek jest prawie pusty, dłonie jednak wciąż go obejmują. Trochę jakby z przyzwyczajenia, a trochę jakby przedłużając tą jedną, jedyną chwilę. No nic, wychodzimy na lekko nabrzmiałe mrozem i przeszyte listopadowym słońcem powietrze.

paulau-3