Sesja rysunkowa

Autobus dowoził mnie na Dworzec Główny, skąd jedyną sobie wtedy znaną drogą szłam pieszo przez krakowskie Planty w kierunku studia rysunku (przygotowującego mnie wówczas do egzaminu z rysunku odręcznego). Tak poznawałam magiczny Kraków, w pogodzie i niepogodzie.

Co sobotę ta sama trasa, za każdym razem lekko modyfikowana. Na plecach tuba lub teczka z rysunkami.

Mogłam wtedy już sprawdzić na mapie o wiele krótszą drogę do studia, ale nie poznałabym tylu zakamarków tej części miasta, co wtedy. Droga była przygotowaniem psychicznym na czekające mnie przez najbliższe godziny wyzwania.

Zapach grafitu zmazywanego gumką chlebową, szelest szybkich i precyzyjnych ruchów dłoni nad kartkami dużego formatu. Od szkicu perspektywy do detali kończących dzieła. Pomocny szept lub donośniejszy komentarz prowadzącego znad ramienia.

Na końcu pakowanie się i wizja rysunków, jakie miało się przygotować w ramach zadania domowego – również na dużym formacie.

A wy, jak wyglądała (lub wygląda) wasza przygoda z kursami rysunku?

 

 

Szybka sesja dla Kurs Rysunku ABSM, którego studio mieści się przy Rondzie Mogilskim w Krakowie. Przytulne miejsce, do którego lubię wpadać od czasu do czasu na herbatę 🙂

 

Reklamy

Słoneczna

[„Złotawa, krucha i miła.

To ty, ty jesteś ta dziewczyna” 😉  – klik]

 

Niezwykle słoneczną pogodę należało wykorzystać. Z pomocą przyszła rozpromieniona Ilona, chętnie stając przed obiektywem.

 

 

 

Wkrótce ujęcia z podróży do krainy retro, jaką odbyłyśmy tego dnia 😉

 

 

Fotograficzna opowieść, czyli o czym pamiętać składając swoją foto-książkę i dlaczego warto przeglądać własne zdjęcia

No, w końcu! Nie obyło się bez małych komplikacji. Nareszcie mogę Wam zaprezentować  swoją foto-książkę.  Co, jak, gdzie, dlaczego? Wszystko po kolei 🙂

[Psst! Na końcu znajdziecie kilka porad, które przydadzą się przy składaniu i zamawianiu foto-książki. Klikajcie, oglądajcie!]

Post będzie dziś o moich małych i większych sukcesach, będzie trochę przemyśleń. Przygotujcie się na (nie tak) krótką opowieść o tym w jaki sposób udało mi się podsumować wszystko co do tej pory zrobiłam i co z tego wniknęło (oprócz formy materialnej – foto-książki).

 

DSC_0112
sesja Vimine

Trzymam właśnie w ręku podsumowanie swoich ostatnich lat pstrykania. 

Była to doskonała okazja do przejrzenia raz jeszcze ogromnego zbioru zdjęć i pozbycia się emocji z nimi związanych. Tak, do niektórych zdjęć podchodzi się emocjonalnie.  Jak to, spytacie. Czemu chciałam odrzucić sentymenty? No tak, bo przeglądając tyle gb fotografii należało zrobić to jak najsprawniej i najsensowniej. Nie zanurzać się w każdy kadr, nie wczuwać się w jego atmosferę, spojrzeć chłodnym okiem estety. Poukładać wybrane w pierwszym rzucie w pewną opowieść, którą miały w zamyśle tworzyć. Same najlepsze. Te, które pokazują dokładnie to, co chcę pokazać.

Z każdym kolejnym wybranym zdjęciem było coraz łatwiej dostrzec zależności między nimi, podobieństwa, pewien logiczny ciąg. Był to świetny proces, bardzo ułatwiający spojrzenie z dystansu na własne dzieło, pracę i czas poświęcany na fotografię. Mały rachunek sumienia. Regularne „sortowanie” masy zdjęć to także doskonały sposób na zmianę perspektywy i dostrzeżenie zmian we własnej percepcji. 

 

DSC_0122

Jak wpadłam na ten pomysł i czemu fotoksiążka?

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem wydrukowania zdjęć w formie portfolio. Okazja trafiła się przypadkiem, Saal-design dał mi możliwość stworzenia testowej foto-książki. Nie mogłam się nie skusić 🙂

 

DSC_0109
interior

Jak przebiegał proces tworzenia? Jak działa aplikacja?

Na wstępie zaznaczam, iż do projektu chciałam zabrać się jak laik nie mający pojęcia o programach graficznych i druku w ogóle i szczególe. Nie udało się, nawyki z innych programów graficznych są nie do wyzbycia. Przyzwyczaiłam się po chwili do apki, nie miałam z nią najmniejszego problemu… poza kilkoma wyjątkami, o których zaraz, poniżej.

Wcześniej przygotowałam sobie zdjęcia, jeszcze raz przejrzałam i po zapoznaniu się z szablonami apki Saal-design zrodziła się w głowie koncepcja układu i szaty. Świetnie! Do dzieła.

Aplikacja prowadzi nas krok po kroku przez cały proces. Ładuje dane, otwiera się i można działać. Wybrałam opcję gotowych szablonów, które wydały mi się sensownym rozwiązaniem. Trzeba tylko pamiętać, że niektóre z nich ucinają zdjęcia do formatu ramki, o czym przekonałam się pod koniec całego składu książki. Ale jest to do ogarnięcia, szablony ułatwiają pracę. Brakowało mi kilku zestawień, które można  stworzyć na bazie gotowych szablonów i zapisać.

Dla mnie nie jest intuicyjna jak inne komercyjne programy graficzne – nie jest jednak przecież komercyjnym programem graficznym, a jedynie apką do składania foto-książek. Zadanie spełnia, nie będę się czepiać drobnych szczegółów, które nie spędzają snu z powiek. Chyba, że tak jak ja masz przyrodzony dar przyciągania dziwnych przypadków… 😉

 

DSC_0116
night

Pierwszy poważny problem

Aplikacja zawiesiła się w momencie zapisywania kompozycji. Projekt już w połowie ukończony, a tu taka niespodzianka… Reset komputera nic nie daje. Napisałam do support’u, lecz chcąc wykorzystać czas, który miałam akurat tego dnia zaczęłam na nowo. W sumie szło mi sprawniej, ponieważ wiedziałam już więcej „co i jak”. Support wsparł mnie niezawodnie, książkę już niestety złożyłam, zanim dowiedziałam się, że wystarczyło zainstalować aplikację na nowo – miało to pomóc… Widzę tu kolejne potencjalne problemy, lecz nie ma co gdybać. Książka złożona.

 

DSC_0117
animals

Zamawianie

Poszło zaskakująco bezproblemowo, poza faktem, iż dopłacić różnicę za przesyłkę i dodatkowe strony mogłam jedynie paypal’em lub kartą Visa. Poradziłam sobie, kliknęłam, czekałam w napięciu czy teraz także coś pójdzie nie całkiem po mojej myśli. 

Wszystko zakończyło się sukcesem, gdybym mogła uściskałabym apkę Saal-design, tyle razem przeszłyśmy! Od radości, przez ekscytację do małych irytacji i konfuzji.

 

DSC_0114
nature

Dostałam przesyłkę!

Zapakowana bardzo dobrze. Foto książka przyszła nienaruszona, prosto z drukarni.

Pierwsze wrażenie: super! Okładka jakiej można było się spodziewać, trochę jak gruby zeszyt. W środku karki bardzo dobrej jakości, grube, takie jak chciałam.

Drugie wrażenie: czy ja to tak ustawiałam..? Na chybił-trafił otworzyłam środek, trafiłam akurat na strone, gdzie brakuje zdjęcia, a drugie jest przestawione.

Trzecie wrażenie: brakuje kilku zdjęć! Nie tylko tego jednego nie było, brakowało pięciu pozostałych. 

 

DSC_0119
cykl – chwila do kwadratu

Jak to się skończyło?

Zareklamowałam. Brakuje zdjęć.

Przy reklamacji musicie skorzystać z formularza. W formularzu mogłam wybrać kupon rabatowy lub fakturę korygującą. Pomimo niepewności, czy znowu nie wyjdzie tak samo,  już wkrótce dostałam e-mail z support’u. Po poprawieniu pliku (podczas przesyłania musiał wystąpić błąd) zamówiłam kolejną (tą samą) foto-książkę, oczywiście bez kosztów.

Z bijącym sercem otworzyłam paczkę, przewertowałam foto-książkę. Wszystko na swoim miejscu! 🙂 

 

DSC_0113
sesja Vimine

 

DSC_0111
sesja Vimine

O czym pamiętać tworząc foto-książkę (przy użyciu aplikacji)?

  • Dobrze skalibruj monitor

    Brzmi zabawnie? Banalnie? Myślisz, że problem Cię nie dotyczy? Nie jest śmiesznie, gdy bierzesz do ręki wydruk, na którym zdjęcia są po prostu w innej tonacji!

  • Używając aplikacji sprawdź kilka rzeczy: przede wszystkim rozdzielczość zdjęć, które wrzucasz!

  • Przy moim małym formacie 15×21 wszystko wygląda super, zresztą zadbałam o jakość zdjęć. Aplikacja nie powiadamia nas o tym, że zdjęcie jest za małe dla danego obszaru. Dlatego wklejając zdjęcie w gotowy szablon upewnij się, czy czegoś nie ucięło.

  • Aplikacja nie powiadamia nas o tym, że zdjęcie zostało rozciągnięte w ramce, przycięte w obszar szablonowej ramki.

  • Sprawdź obszar druku książki – jeśli aplikacja podpowiada Ci, że coś jest nie tak (na czerwono plus komunikat) to być może fragment zdjęcia lub tekst rzeczywiście leży poza obszarem wydruku.

  • Refleksja: Obszar druku powinien być być może w aplikacji zaznaczony innym kolorem niż tło, aby nie pomylić się i nie umieścić tam ważnych dla nas elementów np. napisów. Nie jest, więc uważajmy.

  • Spiesz się powoli! Pośpiech nie jest wskazany.

  • Kombinuj. Bądź kreatywny, przestawiaj, sprawdzaj, mieszaj. Zmieniaj gotowe układy.

  • Nie popadaj w perfekcjonizm. Co za dużo to niezdrowo, a przecież mówi się, że dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło 😉 W końcu to tylko (i aż?) foto-książka.

 

 

DSC_0131

PS. Zapraszam do obejrzenia na żywo przy dobrej kawie 🙂

Oddech Lizbony

TIME

 

 

 

Ticking away the moments that make up a dull day
You fritter and waste the hours in an offhand way
Kicking around on a piece of ground in your home town
Waiting for someone or something to show you the way

Tired of lying in the sunshine
Staying home to watch the rain
And you are young and life is long
And there is time to kill today
And then one day you find
Ten years have got behind you
No one told you when to run
You missed the starting gun

And you run, and you run to catch up with the sun, but it’s sinking
Racing around to come up behind you again
The sun is the same in a relative way, but you’re older
Shorter of breath and one day closer to death

Every year is getting shorter
Never seem to find the time
Plans that either come to nought
Or half a page of scribbled lines
Hanging on in quiet desparation is the English way
The time is gone
The song is over
Thought I’d something more to say

Home, home again
I like to be here when I can
When I come home cold and tired
It’s good to warm my bones beside the fire
Far away across the field
The tolling of the iron bell
Calls the faithful to their knees
To hear the softly spoken magic spells

(L)śnienie

Czytaliście już o moim przebudzeniu (Przebudzenie wampira) w mieście ze snów (Miasto ze snów).

Dzisiejsze śnienie lśni w ostrym słońcu.

Kadry wyginają się we wszystkie strony, kolory oszalały.

Taki był kolejny portugalski sen.

Zaczęło się od mocnego espresso w drodze do Jardim de Estrela, przez Boco de Inferno, Lizbońskie sklepiki, ukwiecone zaułki…

Bonus dla was: windswept idealnie komponujący się w dzisiejszym snem 🙂

PS. Wiecie, że dziś wypada rocznica tej strony?

Najlepsza nauczycielka cierpliwości i spokoju – czyli mam zaszczyt przedstawić Wam…

Z biegiem kadrów i liter, z upływem czasu, przychodzi w „życiu” stron i blogów czas ewolucji zamieszczanych treści.

Wskazówki zegara zataczają koła, nieubłaganie postrzegamy ten proces jako coraz szybszy. Zmieniła się kolejna pora roku i teraz nie mamy już powodu do zmartwień 😉 Jest wyraźniej i pogodniej, temperatura doskonale nastraja do spacerów z aparatem. (Wiosną szczególnie dobrze wychodzą te po lesie lub parku, widać jak drzewa najpierw nieśmiało, później na łeb na szyję prześcigają się z wyciąganiem do słońca soczystych liści).

 

Naturalny proces przekazywania namacalnym obrazem i słowem nienamacalnego rozwinął się u mnie w nowym kierunku, już od dawna zresztą planowanym. Nasiliła się potrzeba zamieszczania treści należących do innego gatunku, a zalegały one do tej pory gdzieś na dnie komputerowej szuflady. Słowa poparte doświadczeniem i zdobywaną wiedzą, wcześniej mniej świadome i prowadzące mnie jakby za rękę, teraz prowadzę ja.

 

20170317_111205
Architekt krajobrazu przy pracy 🙂 

 

Nadszedł czas pokazać Wam nowe miejsce związane z moim życiem architekta krajobrazu. Powstało ono z zafascynowania naturą – najlepszą nauczycielką spokoju i cierpliwości, jaką tylko mogę sobie wymarzyć.

Pracownia Salvia jest przestrzenią, do której serdecznie Cię zapraszam. Jest to moja pracownia architektury krajobrazu (klik), ale nie tylko.

To także rozwijający się blog (klik) – gdzie dzielę się inspiracjami i wiedzą. Pomysłów na opowiadanie o ogrodach i architekturze krajobrazów mam mnóstwo, z codziennymi inspiracjami przybywa tematów do pisania. Na razie jest to takie małe nasionko, które dopiero co wykiełkowało, a z czasem urośnie 🙂 Nie mogę się doczekać!

Tak, wiem, że w internecie znaleźć można dzisiaj niemal wszystko, dla mnie jest to zbyt chaotyczne. Na forach i stronach w tej tematyce niestety pojawia się wiele błędów (a wiemy przecież, że każdy ogród jest inny i ma własne potrzeby, zupełnie jak żywy organizm). Mam potrzebę poukładania tej wiedzy i inspiracji, wszystkiego, we własną opowieść o ogrodach i naturze.

Piękno jest przecież uniwersalne 🙂 A ogród ma być (to najważniejsze!) źródłem przyjemności dla nas i innych użytkowników (tj. roślin i zwierząt)!

blogger_bannerSMALL
http://pracowniasalvia.pl

Zapraszam 🙂

Cieszę się, że tu jesteś i jest mi niezmiernie miło pokazać Ci tą nową przestrzeń 🙂 

salvia_facebook_banner
http://pracowniasalvia.blogspot.com

 

PS. Pomimo malutkiej przerwy w aktywności tutaj wcale nie zapadłam w sen zimowy – już wiesz co zajmowało mi czas 🙂

Kofeina i mróz (Oświęcim innymi oczami)

Łyżeczkę kawy, i cynamon zalewam wrzątkiem. Dodaję świeży korzeń imbiru, czasem goździki. Zapach jest obłędny i to wszystko ze względu na niego. Kofeiny na ogół nie potrzebuję, jest dodatkiem smakowo-zapachowym. I czasem społecznym. Nie czuję od niej uzależnienia, na ogół potrafię po niej nawet zasnąć. Bo na wysokich obrotach trzyma mnie myśl o spacerze z aparatem, szczególnie kiedy pogoda jest tak zachwycająca jak teraz.

Przymrożone rośliny powoli odtajają na słońcu, śnieg gdzieniegdzie jeszcze leży. Ostatnie ślady nocnego -11 prawie już zatarte.

 

 

 

Zdjęcia z jednego z takich spacerów. Mróz, śnieg i napotkany nowy (budowany jeszcze) park. To co widzicie, znajduje się tuż obok.

Jest to jedno z wielu przydrożnych miejsc w Oświęcimiu, które prezentuje się nienagannie i cieszy oczy przez okrągły rok. Naprawdę bardzo podoba mi się to zestawienie traw ozdobnych i róż (które wyjątkowo długo zachowują swoje kwiaty!). Zresztą miejsce to jest na pozór niepozorne i można na nie (i na wiele innych takich) trafić przypadkiem.

Oświęcim ma się czym chwalić.

Nie jest to tylko muzeum Auschwitz, ani nawet  stricte Stare Miasto… Moja ulubiona trasa spacerowa biegnie przez takie właśnie chodniki – okolone pięknymi roślinami, obok ciekawie zaprojektowanych rond, pięknie odnowionych kamienic Rynku i jego okolic… wymieniać można jeszcze długo.

Mam nadzieję wkrótce pokazać Wam więcej takich kadrów i zachęcić do samodzielnej eksploracji tego ponad 800-letniego królewskiego miasta.  🙂