Lustro malowane światłem – czyli dlaczego każde zdjęcie to autoportret?

Najpiękniejsze książki wpadają mi w ręce czystym przypadkiem.

Te poruszające głębiny, burzące ocean krwi. Inspirujące, napełniające płuca kolejnym oddechem.

Potoki cudzych słów (najczęściej, lecz także obrazów) zadziwiająco przystające do własnych myśli. Abstrakcyjnie połączone z aktualnym stanem ducha, aż dziw bierze, że można tak pisać (lub malować, robić zdjęcia – wpisz w kropki aktualne dla siebie słowo).

Joanna Stożek – znasz takie nazwisko? Także nie znałam. Ale maluje wyśmienite rzeczy. Polecam przynajmniej zobaczyć, ja pokochałam – za malarstwo, ale także za pięknie sklecone słowa wstępu do albumu „Jakowlew”.

 

Otóż artysta, jak zostało kiedyś powiedziane przez mądrą osobę, maluje przez calutkie życie autoportret, obraz siebie i tylko siebie. Każdy pejzaż, kwiatek i kotek jest właśnie grą z podświadomością (czy jakkolwiek to nazwiesz).

Przedstawiamy nasze rzeczywiste i nierzeczywiste obrazy (z głowy).

Słyszałam też, że wszystko co nas otacza jest w jakiś sposób naszym odbiciem, lustrem, w którym się przeglądamy.

 

I ja także maluje, światłem. Fotografia jest sztuką utrwalania tego, jak rozmieszczone jest światło w przestrzeni w danym momencie. Oko przez szkła aparatu widzi coś, ręka tej samej osoby naciska spust migawki.

Pstryk!

I mamy zdjęcie. Obraz siebie, tego co widzimy. Autoportret.

To samo (?) widzimy później na ekranie lub wydruku. Ale czy na pewno? Każda osoba przedstawi pejzaż, kwiatka i kotka inaczej, to znaczy po swojemu.

 

 

Zdjęcia powyżej pochodzą z serii „Niepokój i inne emocje | chwila do kwadratu

(Chwila i emocja uchwycona telefonem, czyli tym co było pod ręką. Na szybko, krzywo i bez zastanowienia, „odfiltrowane” instagramem.)

Niektóre z nich publikuję pierwszy raz 🙂

Reklamy

Fotograficzna opowieść, czyli o czym pamiętać składając swoją foto-książkę i dlaczego warto przeglądać własne zdjęcia

No, w końcu! Nie obyło się bez małych komplikacji. Nareszcie mogę Wam zaprezentować  swoją foto-książkę.  Co, jak, gdzie, dlaczego? Wszystko po kolei 🙂

[Psst! Na końcu znajdziecie kilka porad, które przydadzą się przy składaniu i zamawianiu foto-książki. Klikajcie, oglądajcie!]

Post będzie dziś o moich małych i większych sukcesach, będzie trochę przemyśleń. Przygotujcie się na (nie tak) krótką opowieść o tym w jaki sposób udało mi się podsumować wszystko co do tej pory zrobiłam i co z tego wniknęło (oprócz formy materialnej – foto-książki).

 

DSC_0112
sesja Vimine

Trzymam właśnie w ręku podsumowanie swoich ostatnich lat pstrykania. 

Była to doskonała okazja do przejrzenia raz jeszcze ogromnego zbioru zdjęć i pozbycia się emocji z nimi związanych. Tak, do niektórych zdjęć podchodzi się emocjonalnie.  Jak to, spytacie. Czemu chciałam odrzucić sentymenty? No tak, bo przeglądając tyle gb fotografii należało zrobić to jak najsprawniej i najsensowniej. Nie zanurzać się w każdy kadr, nie wczuwać się w jego atmosferę, spojrzeć chłodnym okiem estety. Poukładać wybrane w pierwszym rzucie w pewną opowieść, którą miały w zamyśle tworzyć. Same najlepsze. Te, które pokazują dokładnie to, co chcę pokazać.

Z każdym kolejnym wybranym zdjęciem było coraz łatwiej dostrzec zależności między nimi, podobieństwa, pewien logiczny ciąg. Był to świetny proces, bardzo ułatwiający spojrzenie z dystansu na własne dzieło, pracę i czas poświęcany na fotografię. Mały rachunek sumienia. Regularne „sortowanie” masy zdjęć to także doskonały sposób na zmianę perspektywy i dostrzeżenie zmian we własnej percepcji. 

 

DSC_0122

Jak wpadłam na ten pomysł i czemu fotoksiążka?

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem wydrukowania zdjęć w formie portfolio. Okazja trafiła się przypadkiem, Saal-design dał mi możliwość stworzenia testowej foto-książki. Nie mogłam się nie skusić 🙂

 

DSC_0109
interior

Jak przebiegał proces tworzenia? Jak działa aplikacja?

Na wstępie zaznaczam, iż do projektu chciałam zabrać się jak laik nie mający pojęcia o programach graficznych i druku w ogóle i szczególe. Nie udało się, nawyki z innych programów graficznych są nie do wyzbycia. Przyzwyczaiłam się po chwili do apki, nie miałam z nią najmniejszego problemu… poza kilkoma wyjątkami, o których zaraz, poniżej.

Wcześniej przygotowałam sobie zdjęcia, jeszcze raz przejrzałam i po zapoznaniu się z szablonami apki Saal-design zrodziła się w głowie koncepcja układu i szaty. Świetnie! Do dzieła.

Aplikacja prowadzi nas krok po kroku przez cały proces. Ładuje dane, otwiera się i można działać. Wybrałam opcję gotowych szablonów, które wydały mi się sensownym rozwiązaniem. Trzeba tylko pamiętać, że niektóre z nich ucinają zdjęcia do formatu ramki, o czym przekonałam się pod koniec całego składu książki. Ale jest to do ogarnięcia, szablony ułatwiają pracę. Brakowało mi kilku zestawień, które można  stworzyć na bazie gotowych szablonów i zapisać.

Dla mnie nie jest intuicyjna jak inne komercyjne programy graficzne – nie jest jednak przecież komercyjnym programem graficznym, a jedynie apką do składania foto-książek. Zadanie spełnia, nie będę się czepiać drobnych szczegółów, które nie spędzają snu z powiek. Chyba, że tak jak ja masz przyrodzony dar przyciągania dziwnych przypadków… 😉

 

DSC_0116
night

Pierwszy poważny problem

Aplikacja zawiesiła się w momencie zapisywania kompozycji. Projekt już w połowie ukończony, a tu taka niespodzianka… Reset komputera nic nie daje. Napisałam do support’u, lecz chcąc wykorzystać czas, który miałam akurat tego dnia zaczęłam na nowo. W sumie szło mi sprawniej, ponieważ wiedziałam już więcej „co i jak”. Support wsparł mnie niezawodnie, książkę już niestety złożyłam, zanim dowiedziałam się, że wystarczyło zainstalować aplikację na nowo – miało to pomóc… Widzę tu kolejne potencjalne problemy, lecz nie ma co gdybać. Książka złożona.

 

DSC_0117
animals

Zamawianie

Poszło zaskakująco bezproblemowo, poza faktem, iż dopłacić różnicę za przesyłkę i dodatkowe strony mogłam jedynie paypal’em lub kartą Visa. Poradziłam sobie, kliknęłam, czekałam w napięciu czy teraz także coś pójdzie nie całkiem po mojej myśli. 

Wszystko zakończyło się sukcesem, gdybym mogła uściskałabym apkę Saal-design, tyle razem przeszłyśmy! Od radości, przez ekscytację do małych irytacji i konfuzji.

 

DSC_0114
nature

Dostałam przesyłkę!

Zapakowana bardzo dobrze. Foto książka przyszła nienaruszona, prosto z drukarni.

Pierwsze wrażenie: super! Okładka jakiej można było się spodziewać, trochę jak gruby zeszyt. W środku karki bardzo dobrej jakości, grube, takie jak chciałam.

Drugie wrażenie: czy ja to tak ustawiałam..? Na chybił-trafił otworzyłam środek, trafiłam akurat na strone, gdzie brakuje zdjęcia, a drugie jest przestawione.

Trzecie wrażenie: brakuje kilku zdjęć! Nie tylko tego jednego nie było, brakowało pięciu pozostałych. 

 

DSC_0119
cykl – chwila do kwadratu

Jak to się skończyło?

Zareklamowałam. Brakuje zdjęć.

Przy reklamacji musicie skorzystać z formularza. W formularzu mogłam wybrać kupon rabatowy lub fakturę korygującą. Pomimo niepewności, czy znowu nie wyjdzie tak samo,  już wkrótce dostałam e-mail z support’u. Po poprawieniu pliku (podczas przesyłania musiał wystąpić błąd) zamówiłam kolejną (tą samą) foto-książkę, oczywiście bez kosztów.

Z bijącym sercem otworzyłam paczkę, przewertowałam foto-książkę. Wszystko na swoim miejscu! 🙂 

 

DSC_0113
sesja Vimine

 

DSC_0111
sesja Vimine

O czym pamiętać tworząc foto-książkę (przy użyciu aplikacji)?

  • Dobrze skalibruj monitor

    Brzmi zabawnie? Banalnie? Myślisz, że problem Cię nie dotyczy? Nie jest śmiesznie, gdy bierzesz do ręki wydruk, na którym zdjęcia są po prostu w innej tonacji!

  • Używając aplikacji sprawdź kilka rzeczy: przede wszystkim rozdzielczość zdjęć, które wrzucasz!

  • Przy moim małym formacie 15×21 wszystko wygląda super, zresztą zadbałam o jakość zdjęć. Aplikacja nie powiadamia nas o tym, że zdjęcie jest za małe dla danego obszaru. Dlatego wklejając zdjęcie w gotowy szablon upewnij się, czy czegoś nie ucięło.

  • Aplikacja nie powiadamia nas o tym, że zdjęcie zostało rozciągnięte w ramce, przycięte w obszar szablonowej ramki.

  • Sprawdź obszar druku książki – jeśli aplikacja podpowiada Ci, że coś jest nie tak (na czerwono plus komunikat) to być może fragment zdjęcia lub tekst rzeczywiście leży poza obszarem wydruku.

  • Refleksja: Obszar druku powinien być być może w aplikacji zaznaczony innym kolorem niż tło, aby nie pomylić się i nie umieścić tam ważnych dla nas elementów np. napisów. Nie jest, więc uważajmy.

  • Spiesz się powoli! Pośpiech nie jest wskazany.

  • Kombinuj. Bądź kreatywny, przestawiaj, sprawdzaj, mieszaj. Zmieniaj gotowe układy.

  • Nie popadaj w perfekcjonizm. Co za dużo to niezdrowo, a przecież mówi się, że dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło 😉 W końcu to tylko (i aż?) foto-książka.

 

 

DSC_0131

PS. Zapraszam do obejrzenia na żywo przy dobrej kawie 🙂

Najlepsza nauczycielka cierpliwości i spokoju – czyli mam zaszczyt przedstawić Wam…

Z biegiem kadrów i liter, z upływem czasu, przychodzi w „życiu” stron i blogów czas ewolucji zamieszczanych treści.

Wskazówki zegara zataczają koła, nieubłaganie postrzegamy ten proces jako coraz szybszy. Zmieniła się kolejna pora roku i teraz nie mamy już powodu do zmartwień 😉 Jest wyraźniej i pogodniej, temperatura doskonale nastraja do spacerów z aparatem. (Wiosną szczególnie dobrze wychodzą te po lesie lub parku, widać jak drzewa najpierw nieśmiało, później na łeb na szyję prześcigają się z wyciąganiem do słońca soczystych liści).

 

Naturalny proces przekazywania namacalnym obrazem i słowem nienamacalnego rozwinął się u mnie w nowym kierunku, już od dawna zresztą planowanym. Nasiliła się potrzeba zamieszczania treści należących do innego gatunku, a zalegały one do tej pory gdzieś na dnie komputerowej szuflady. Słowa poparte doświadczeniem i zdobywaną wiedzą, wcześniej mniej świadome i prowadzące mnie jakby za rękę, teraz prowadzę ja.

 

20170317_111205
Architekt krajobrazu przy pracy 🙂 

 

Nadszedł czas pokazać Wam nowe miejsce związane z moim życiem architekta krajobrazu. Powstało ono z zafascynowania naturą – najlepszą nauczycielką spokoju i cierpliwości, jaką tylko mogę sobie wymarzyć.

Pracownia Salvia jest przestrzenią, do której serdecznie Cię zapraszam. Jest to moja pracownia architektury krajobrazu (klik), ale nie tylko.

To także rozwijający się blog (klik) – gdzie dzielę się inspiracjami i wiedzą. Pomysłów na opowiadanie o ogrodach i architekturze krajobrazów mam mnóstwo, z codziennymi inspiracjami przybywa tematów do pisania. Na razie jest to takie małe nasionko, które dopiero co wykiełkowało, a z czasem urośnie 🙂 Nie mogę się doczekać!

Tak, wiem, że w internecie znaleźć można dzisiaj niemal wszystko, dla mnie jest to zbyt chaotyczne. Na forach i stronach w tej tematyce niestety pojawia się wiele błędów (a wiemy przecież, że każdy ogród jest inny i ma własne potrzeby, zupełnie jak żywy organizm). Mam potrzebę poukładania tej wiedzy i inspiracji, wszystkiego, we własną opowieść o ogrodach i naturze.

Piękno jest przecież uniwersalne 🙂 A ogród ma być (to najważniejsze!) źródłem przyjemności dla nas i innych użytkowników (tj. roślin i zwierząt)!

blogger_bannerSMALL
http://pracowniasalvia.pl

Zapraszam 🙂

Cieszę się, że tu jesteś i jest mi niezmiernie miło pokazać Ci tą nową przestrzeń 🙂 

salvia_facebook_banner
http://pracowniasalvia.blogspot.com

 

PS. Pomimo malutkiej przerwy w aktywności tutaj wcale nie zapadłam w sen zimowy – już wiesz co zajmowało mi czas 🙂

2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne

Zadomowił się już u nas drugi dzień nowego 2017 roku, naturalną czynnością jest dla większości śmiertelników przeprowadzenie choćby w głowie małego rankingu czasu minionego. Ochłonęliśmy już bo zabawie Sylwestrowej, czas więc na małe podsumowanie.

Co też do tej pory, przez te 12 miesięcy, udało mi się w kwestii „pstrykania”? Przekonajcie się sami.

Czytaj dalej „2016 kadrów czyli subiektywne podsumowanie.. i o tym dlaczego to co najlepsze jest najczęściej spontaniczne”

Bez odwrotu – czyli o tym jak zostać adoptowanym przez Beksińskich na dwie godziny.

Nie zdarza mi się pisać pod wpływem filmów. Ten jednak jest na tyle inspirujący, że tekst poniżej napisał się w zasadzie sam. Oto moja pierwsza, bardzo luźna filmowa refleksja, jaką chciałam się z Wami podzielić.

 

img_20161006_155814Odrywając historię Beksińskich od filmu „Ostatnia Rodzina” (bo jakaś osoba nie znająca ich historii zapewne pójdzie do kina) dostajemy statyczny i stonowany obraz polskiej rodziny lat 70-90, której członkowie kochają się równie mocno, jak się nienawidzą. Kolejne sceny zamykają nas w jednym mieszkaniu z malarzem, jego synem, żoną, matką i teściową. Tu nie ma odwrotu. Usiadłeś w kinowej sali, musisz wytrwać. Trochę masochistycznie stwierdzisz po napisach końcowych, że wytrzymałeś, pomimo początkowych trudności z adaptacją w nowej rodzinie, której mimowolnie stałeś się członkiem. Boleśnie przedarłeś się w ich świat i całą konwencję filmu i podobał Ci się ten ból. Co więcej kolejno umierający członkowie Twojej nowej rodziny stają się coraz bliżsi. (Aż nasuwa się „I nie było już nikogo” Agathy Christie!)

I co można było przewidzieć po samym tytule… Czytaj dalej „Bez odwrotu – czyli o tym jak zostać adoptowanym przez Beksińskich na dwie godziny.”