Oddech Lizbony

TIME

 

 

 

Ticking away the moments that make up a dull day
You fritter and waste the hours in an offhand way
Kicking around on a piece of ground in your home town
Waiting for someone or something to show you the way

Tired of lying in the sunshine
Staying home to watch the rain
And you are young and life is long
And there is time to kill today
And then one day you find
Ten years have got behind you
No one told you when to run
You missed the starting gun

And you run, and you run to catch up with the sun, but it’s sinking
Racing around to come up behind you again
The sun is the same in a relative way, but you’re older
Shorter of breath and one day closer to death

Every year is getting shorter
Never seem to find the time
Plans that either come to nought
Or half a page of scribbled lines
Hanging on in quiet desparation is the English way
The time is gone
The song is over
Thought I’d something more to say

Home, home again
I like to be here when I can
When I come home cold and tired
It’s good to warm my bones beside the fire
Far away across the field
The tolling of the iron bell
Calls the faithful to their knees
To hear the softly spoken magic spells

Reklamy

(don’t) wait!

Wciąż czekamy…

Na lepszy moment, lepszy kadr, na coś.

Ale… w zasadzie na co?

port-19
rooster tale

Tell me why it is.

Tell me… Why you still wait?

port-20
street band in Lisbon

Dusza drzew

Na stromych stokach lśnistych gór,

Wsparty o głaźne ściany,

Śni, marzy, drzemie cichy bór,

W błękitne mgły odziany.

Czasem się ozwie dusza drzew

I z cicha coś poszepce,

Gdy je pogładzi cichy wiew,

Co skalne trawy depce.

[fragment by: Jan Kasprowicz, Nad przepaściami, I (Miriamowi)]

mechfrom the heartdeath

 

PS. Wiecie, co to za miejsce? 🙂

(L)śnienie

Czytaliście już o moim przebudzeniu (Przebudzenie wampira) w mieście ze snów (Miasto ze snów).

Dzisiejsze śnienie lśni w ostrym słońcu.

Kadry wyginają się we wszystkie strony, kolory oszalały.

Taki był kolejny portugalski sen.

Zaczęło się od mocnego espresso w drodze do Jardim de Estrela, przez Boco de Inferno, Lizbońskie sklepiki, ukwiecone zaułki…

Bonus dla was: windswept idealnie komponujący się w dzisiejszym snem 🙂

PS. Wiecie, że dziś wypada rocznica tej strony?

Przebudzenie wampira

Pierwszy poranek w Lizbonie powitał mnie ostrym, palącym słońcem. Pod powiekami migotały resztki snów, bardzo intensywnych, jak to zwykle bywa w nowym miejscu. Wtedy moja blada skóra  kolejnego wieczoru miała boleśnie przekonać się o tym, że słońce Portugalii nie jest idealnym miejscem do życia dla wampirów.

Klimat snu da się poznać po kolorystyce lub odczuciach. Te tutaj (w Portugalii) miały zapach 300-letniego mieszkania, bazylii, nieznanego proszku do prania i czegoś jeszcze…

Oglądając mieszkanie snułam się próbując zachować resztki sennych wspomnień, jednak cała Lizbona jest miastem z moich snów… Jak to pogodzić? Nie walczyć, budzić się i śnić, kłaść się i śnić dalej. A po powrocie do Polski obejrzeć zdjęcia i nie uwierzyć własnych oczom 😉

 

 

 

Jakie są Twoje sny? Napisz mi proszę, chętnie się w nie zanurzę choć na milisekundę.

 

PS. Mały bonus: Muzyka dla „śpiochów” 😉 Czyli ta, która mi się dzisiaj śniła.

 

Miasto ze snów

Bywają sny, kiedy snujesz się po pewnym mieście i czegoś szukasz. Być może jest pusta noc lub palący dzień – Ty chodzisz tam i szukasz czegoś lub Ciebie szukają lub być może nie znasz celu dłużącej się już wędrówki.

Przemierzasz coraz to nowe ulice. Logicznie rzecz biorąc w rzeczywistości nigdy tam  nie byłeś, znasz jednak to miejsce. Kojarzysz dokąd zmierzać dalej, stopy układają się same jak po sznurku. Tu za tym zakrętem będzie przystanek z taką wykrojoną z chodnika zatoczką, potem tylko mały skwer rozjarzony tysiącem lamp.

Widzisz? Wszystko jakimś cudem kojarzysz, wiesz. A kiedy się budzisz pozostaje w Tobie nikłe wspomnienie kartografii tej przestrzeni. Jest jakoś tęsknie wyryte w pamięci. Przywołujesz mapę. Musi się chyba składać ze wszystkich oglądanych już miast, bo jak inaczej to wyjaśnisz? To mapa miasta Twoich snów. Nic innego. Utkałeś ją sobie ze wspomnień własnych i cudzych. Odrzucasz senne obrazy. Wracasz na jawę.

I kiedy chodzisz po tym nowym, obcym mieście, po śliskim wapiennym bruku – myślisz, że prawda może być troszkę inna. To jest właśnie to! Układ elementów w przestrzeni nie odbiega od miasta w Twojej głowie. Geometria i kolorystyka się zgadzają. Uczucie w klatce piersiowej to samo, upalne powietrze lekko Cię zmęczyło, szukasz po prostu orzeźwiającej wody i cienia. Nasycone słońcem powietrze delikatnie roztrąca włosy… To tutaj miałeś się znaleźć, miejsce i czas są nieprzypadkowe. Wszystko jest na swoim miejscu, czujesz się bezpiecznie i błogo.

Jak to jest przechadzać się po mieście ze snów? Jak to najprościej zrobić? Należy przyjąć, że miejsce, które właśnie odwiedzasz jest najbardziej aktualną wersją tegoż. Aby to zrobić przypomnisz sobie ostatnie sny z miastami w tle. Następnie należy stawiać noga za nogą, brać do ręki aparat i uruchomić zmysły.

ps. Więcej zdjęć, być może nieco innych, wkrótce 😉

 

 

ps2. Przebudzenie wampira – czyli kolejne zdjęcia z Lizbony

Najlepsza nauczycielka cierpliwości i spokoju – czyli mam zaszczyt przedstawić Wam…

Z biegiem kadrów i liter, z upływem czasu, przychodzi w „życiu” stron i blogów czas ewolucji zamieszczanych treści.

Wskazówki zegara zataczają koła, nieubłaganie postrzegamy ten proces jako coraz szybszy. Zmieniła się kolejna pora roku i teraz nie mamy już powodu do zmartwień 😉 Jest wyraźniej i pogodniej, temperatura doskonale nastraja do spacerów z aparatem. (Wiosną szczególnie dobrze wychodzą te po lesie lub parku, widać jak drzewa najpierw nieśmiało, później na łeb na szyję prześcigają się z wyciąganiem do słońca soczystych liści).

 

Naturalny proces przekazywania namacalnym obrazem i słowem nienamacalnego rozwinął się u mnie w nowym kierunku, już od dawna zresztą planowanym. Nasiliła się potrzeba zamieszczania treści należących do innego gatunku, a zalegały one do tej pory gdzieś na dnie komputerowej szuflady. Słowa poparte doświadczeniem i zdobywaną wiedzą, wcześniej mniej świadome i prowadzące mnie jakby za rękę, teraz prowadzę ja.

 

20170317_111205
Architekt krajobrazu przy pracy 🙂 

 

Nadszedł czas pokazać Wam nowe miejsce związane z moim życiem architekta krajobrazu. Powstało ono z zafascynowania naturą – najlepszą nauczycielką spokoju i cierpliwości, jaką tylko mogę sobie wymarzyć.

Pracownia Salvia jest przestrzenią, do której serdecznie Cię zapraszam. Jest to moja pracownia architektury krajobrazu (klik), ale nie tylko.

To także rozwijający się blog (klik) – gdzie dzielę się inspiracjami i wiedzą. Pomysłów na opowiadanie o ogrodach i architekturze krajobrazów mam mnóstwo, z codziennymi inspiracjami przybywa tematów do pisania. Na razie jest to takie małe nasionko, które dopiero co wykiełkowało, a z czasem urośnie 🙂 Nie mogę się doczekać!

Tak, wiem, że w internecie znaleźć można dzisiaj niemal wszystko, dla mnie jest to zbyt chaotyczne. Na forach i stronach w tej tematyce niestety pojawia się wiele błędów (a wiemy przecież, że każdy ogród jest inny i ma własne potrzeby, zupełnie jak żywy organizm). Mam potrzebę poukładania tej wiedzy i inspiracji, wszystkiego, we własną opowieść o ogrodach i naturze.

Piękno jest przecież uniwersalne 🙂 A ogród ma być (to najważniejsze!) źródłem przyjemności dla nas i innych użytkowników (tj. roślin i zwierząt)!

blogger_bannerSMALL
http://pracowniasalvia.pl

Zapraszam 🙂

Cieszę się, że tu jesteś i jest mi niezmiernie miło pokazać Ci tą nową przestrzeń 🙂 

salvia_facebook_banner
http://pracowniasalvia.blogspot.com

 

PS. Pomimo malutkiej przerwy w aktywności tutaj wcale nie zapadłam w sen zimowy – już wiesz co zajmowało mi czas 🙂